Przewrót w słynnym „Młotku”. Mieszkańcy po 19 latach obalili prezesa spółdzielni. Co to była za akcja!

Śródmieście 02.07.2026, 05:58

Chcieliśmy się dowiedzieć, na co idą nasze pieniądze. Fundusz remontowy był coraz droższy, a słyszeliśmy, że nas nie powinno to interesować – mówią mieszkańcy słynnego „młotka” przy Smolnej. Zawzięli się i po 19 latach obalili prezesa spółdzielni.

Chcieliśmy się dowiedzieć, na co idą nasze pieniądze. Fundusz remontowy był coraz droższy, a słyszeliśmy, że nas nie powinno to interesować – mówią mieszkańcy słynnego „młotka” przy Smolnej. Zawzięli się i po 19 latach obalili prezesa spółdzielni.

W słynnym „Młotku” przy Smolnej 8 mieszkańcy dokonali przewrotu. Po 19 latach obalili prezesa spółdzielni i zmienili radę nadzorczą. Spotykam się z nimi w budynku. Dziś panuje tam atmosfera triumfu, ale też niepokoju, bo poprzedni zarząd pozostawił po sobie sporo spraw do wyjaśnienia. – Gdy odwołaliśmy prezesa na walnym zgromadzeniu, to po prostu wstał i wyszedł. Ktoś za nim pobiegł, by poprosić o klucze do biura. Powiedział, że przekaże je następnemu zarządowi – relacjonuje Joanna Maklakiewicz, mieszkanka Smolnej 8 i przewodnicząca nowej rady nadzorczej.

Klucze udało się dostać od wiceprezesa zarządu, który podał się do dymisji. – Kiedy weszliśmy do biura, okazało się, że prezes był bardzo dobrze przygotowany do tego, że zostanie odwołany. Wielu sąsiadów widziało, jak wynosił kartony z dokumentami, niektóre niszczył. Niszczarka jest pełna do tej pory – mówi Joanna Maklakiewicz. Jej relacje potwierdzają też inni mieszkańcy.

Teraz w Spółdzielni Budowlano-Mieszkaniowej „Skarpa”, do której prócz Smolnej 8 należą jeszcze dwa inne bloki, kurz po rewolucji opada. Udało się powołać nowy zarząd, którego celem będzie uporządkowanie spraw i przeprowadzenie audytu śledczego. Ale doprowadzić do przewrotu nie było łatwo. Ruch oporu na dobre zaczął się formować blisko rok temu.

Prawniczka: To był dla mnie szok, że spółdzielnia nie udziela mieszkańcom żadnych informacji

Powodów niezadowolenia mieszkańców było kilka. To przede wszystkim duża niejawność w działaniu spółdzielni. – Irytowała nas arogancja zarządu. Na nasze pytania nikt nie odpowiadał. Na piśmie dostawaliśmy odpowiedzi, że zarząd nie może udzielić odpowiedzi, bo może to spowodować szkody dla spółdzielni – mówi Joanna Maklakiewicz.

Mieszkańcy o pomoc poprosili Angelikę Czubacką-Pędzisz. To radczyni prawna, która prawem spółdzielczym zajmuje się od blisko 20 lat. – Od bardzo wielu lat nie spotkałam się z taką sytuacją, że ludzie nie otrzymują absolutnie żadnych informacji na temat wydatkowania środków pieniężnych swojej spółdzielni. Rozumiem, że standardy są różne, czasami te informacje są węższe, czasami szersze, natomiast praktycznie zupełny brak przepływu informacji był dla mnie szokiem – mówi 'Wyborczej”.

Podkreśla, że sytuacja, w której mieszkańcy opłacali czynsz i nie wiedzieli, na co jest on wydatkowany, jest niedopuszczalna. – Mówili mi, że nie widzą sensu w zadawaniu pytań zarządowi, bo nie dostają merytorycznych odpowiedzi. Według relacji mieszkańców zarząd zasłaniał się przepisami RODO, bądź ochroną interesów kontrahentów i spółdzielni – mówi Angelika Czubacka-Pędzisz.

– Chcieliśmy się dowiedzieć, gdzie nasze pieniądze idą, na co idą. Fundusz remontowy był coraz droższy, a słyszeliśmy, że nas nie powinno to interesować – mówi Krzysztof Sroczyński, mieszkaniec Smolnej 8.

Jak twierdzą lokatorzy, mimo rosnących opłat za fundusz remontowy, prace w budynku nie były prowadzone tak, jakby sobie tego życzyli. – Korytarze wyglądają upokarzająco, niektóre nie były remontowane od momentu powstania bloku w 1976 roku. Jednocześnie płacimy bardzo wysokie czynsze. Robiliśmy kalkulacje, są one dużo wyższe niż w innych blokach, a za każdym razem słyszeliśmy, że na remont nie ma pieniędzy – opowiada Joanna Maklakiewicz.

Przechadzamy się po korytarzach, płytki PVC są tam poniszczone, a ze ścian odpada farba. Tymczasem mieszkańcy informują, że na koniec 2025 roku fundusz remontowy w „młotku” był na dużym minusie. – To było minus 780 tys. zł! Nadal nie wiemy, skąd takie długi, przecież płaciliśmy przez lata dużo na ten fundusz – dodaje. Obecnie to opłata to 5 zł za metr kw.

Bunt w spółdzielni w Warszawie. Chodzili od mieszkania do mieszkania i rozwieszali nocą plakaty

Spółdzielcza opozycja umacniała się po kolejnych incydentach. – Niektórzy mieszkańcy wcale nie dostawali informacji o walnych zgromadzeniach do skrzynki, a jest taki obowiązek w statucie – mówi Joanna. Mieszkańcy zaczęli spotykać się i planować zmianę władzy. Chodzili od drzwi do drzwi, by przekonywać lokatorów.

Przechadzamy się po korytarzach, płytki PVC są tam poniszczone, a ze ścian odpada farba. Tymczasem mieszkańcy informują, że na koniec 2025 roku fundusz remontowy w „młotku” był na dużym minusie. – To było minus 780 tys. zł! Nadal nie wiemy, skąd takie długi, przecież płaciliśmy przez lata dużo na ten fundusz – dodaje. Obecnie to opłata to 5 zł za metr kw.

Bunt w spółdzielni w Warszawie. Chodzili od mieszkania do mieszkania i rozwieszali nocą plakaty

Spółdzielcza opozycja umacniała się po kolejnych incydentach. – Niektórzy mieszkańcy wcale nie dostawali informacji o walnych zgromadzeniach do skrzynki, a jest taki obowiązek w statucie – mówi Joanna. Mieszkańcy zaczęli spotykać się i planować zmianę władzy. Chodzili od drzwi do drzwi, by przekonywać lokatorów.

– Przed walnym pierwszy raz poczuliśmy, że możemy coś realnie zmienić – mówi Krzysztof. Zmiana rzeczywiście nastąpiła. Odwołano radę nadzorczą i prezesa zarządu Józefa Jaworskiego. Po raz pierwszy na walne zjechali się prawie wszyscy właściciele mieszkań, wielu z nich przyjechało z zagranicy.

Jak słyszę od mieszkańców, przed walnym straszono ich, że bez prezesa bloki się zawalą, że to będzie koniec. Ale oni się nie poddali. – Teraz staramy się iść do przodu, w związku z tym kontynuujemy współpracę z panią księgową, z panami z ochrony. Nasz nowy zarząd ma rozpocząć analizę opłat. Wtedy będzie podejmował dalsze kroki – mówi Joanna.

Były prezes: Miałem bałagan duży w biurze, a zostawiłem nieduży bałagan

Skontaktowałem się z odwołanym prezesem Józefem Jaworskim. Wciąż zarządza on trzema innymi spółdzielniami mieszkaniowymi w Warszawie. Odmówił autoryzacji swoich wypowiedzi, dlatego jedynie omawiam jego słowa. Jak mówi, wiedział, że mieszkańcy chcą zmienić zarząd, dlatego przygotowywał się do opuszczenia stanowiska po 19 latach. Przekonuje, że odwołując go, spółdzielcy popełnili błąd.

Gdy pytam, o to czy rzeczywiście pozbywał się dokumentów, zaprzecza. Mówi, że miał duży bałagan w biurze, a zostawił nieduży bałagan. Przekonuje, że jedynie archiwizował dokumenty, sprzątał i porządkował, mówi, że nie ma ich w biurze, bo zostały wyniesione do archiwum. Gdy dopytuje o to mieszkańców, mówią, że jest wiele relacji o tym, jak prezes o 5 lub 6 rano wynosił kartony do samochodu. Zaznaczają, że nowy zarząd przeprowadzi audyt śledczy.

Prezes przyznaje, że nie oddał kluczy po walnym, ale zaznacza, że zrobił to w poniedziałek 22 czerwca.

Przekonuje także, że udzielał odpowiedzi mieszkańcom, choć ie zawsze podobały się one spółdzielcom. Od mieszkańców słyszę, że z treści udzielonych odpowiedzi często wynikało, że spółdzielnia odpowiedzi udzielić nie może.

Jaworski ma odpowiedź także w sprawie długów spółdzielni. Wskazuje, że problematyczny jest właśnie budynek przy Smolnej 8, bo łączny deficyt dla spółdzielni wynosił jedynie 90 tys. złotych. „Problemem jest natomiast wewnętrzne zadłużenie między dwoma budynkami Smolna 8 i Smolna 10. Remonty na budynku Smolna 8 zostały wykonane także dzięki środkom z budynku Smolna 10 na około 700 tys. zł. Przepisy nakazują ewidencjonować koszty i przychody funduszu remontowego odrębnie dla każdej nieruchomości” – tłumaczy były prezes w przesłanym nam później oświadczeniu.

Zaznacza, że społdzielnia zawsze działała w granicach prawa a przejęcie jej przez osoby niekompetentne może doprowadzić do jej rozpadu.

Od prawniczki Angeliki Czubackiej-Pędzisz słyszę jednak coś innego. Jak mówi, wiele uchwał i punktów statutu było w rzeczywistości niezgodnych z prawem spółdzielczym. Jest dumna z tego, że mogła pomóc mieszkańcom z SBM „Skarpa”.

– Ci ludzie wykazali się wyjątkową determinacją. Dziś mieszkańcy bloków się nie znają. A tutaj po 20 latach się zebrali i powiedzieli „nie”. Trzeba było pokazać czerwoną kartkę zarządowi. Członkowie mają prawo, by decydować, kto i jak ma zarządzać ich majątkiem – mówi Angelika Czubacka-Pędzisz.

– Udało nam się zjednoczyć w sposób wręcz niebywały. Jedna z młodszych osób powiedziała, że to była dla niej pierwsza nauka demokracji. Jeżeli mieszkamy tu i płacimy czynsz, to chcemy wiedzieć, co dzieje się z naszymi pieniędzmi. A okazało się, że to było pytanie zakazane – dodaje Joanna Maklakiewicz.

Redagowała Edyta Różańska

Źródło: warszawa.wyborcza.pl

Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.